wtorek, 26 lipca 2016

Plany, zmiany i lenistwo

Ilością obietnic, które sobie złożyłam kilka miesięcy temu, przebijam nawet PiS. Serio. Ćwiczenia minimum 4 razy w tygodniu, bieganie, zapisywanie się na biegi, półmaraton za rok, czynna działalność w fundacji, praca, kolejne studia, pisanie bloga… Dlaczego nikogo przy mnie nie było, żeby dać mi patelnią w tej pusty blond łeb na początku moich – jakże ambitnych! – planów?

Treningi poszły w pizdu. Jestem przemęczona, przewrażliwiona i wrzeszczę o byle co. Rzucenie palenia także mi nie wyszło, bo jak rzucić, gdy wszystko wokół Cię wkur...za? Nawet kot, który za głośno oddycha. Wpadłam w błędne koło, ponieważ przez zmęczenie nie ćwiczę, a przez brak ćwiczeń jestem rozdrażniona. To z kolei prowadzi do spadku energii. I tak w kółko. Chcę powiedzieć sobie dość, ale zawsze coś mi wypadnie tego dnia, którego miałam w końcu chwycić za ciężarki. A to zakupy, a to kino, a to spotkanie ze znajomymi. Zawsze coś. Ktoś mi doradzi, jak wydłużyć dobę? Będę bardzo wdzięczna.

Bieganie rzuciłam już jakiś czas temu. Ciągle planuję do niego wrócić, ale mi nie wychodzi. O półmaratonie zapomniałam jak na razie. Przecież zawsze jest czas, prawda? Powoli wycofuję się z fundacji i zyskuję na czasie, ale z pracy rezygnować nie zamierzam. Coś muszę jeść, prawda? Poza tym, wbrew pozorom, lubię moją pracę i po części to ona skłoniła mnie do pisania bloga. I pójścia na studia (tak tak, Karolina, idź złożyć te cholerne papiery, bo zapłacisz stówę więcej wpisowego!).

Dlatego zaczynam od nowa. A przynajmniej tak sobie wmawiam, bo tak naprawdę realnie niczego nowego nie zacznę. Tak siebie przekonuję, bo jakoś wtedy łatwiej mi się zmotywować. Po pierwsze: blog. Motywuje mnie mimo tego, że prawie nikt mnie nie czyta. Trudno, na razie niech będzie dla mnie. Przenoszę go na swoją domenę z własnym, przepięknym szablonem (facet robił, więc musi być przepiękny!) i mnóstwem kolorowych zdjęć. Może dzięki ładnej oprawie będę pisać częściej. Albo chociaż o nim myśleć częściej, bo w końcu chciałabym ponownie ruszyć tyłek i przestać być taką zołzą dla każdego w moim otoczeniu. A tak się dzieje, kiedy nie mam czasu na trening. Czyli, notabene, na czas dla siebie.

4 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Trzymam kciuki i sama też za siebie się biorę!

    OdpowiedzUsuń
  3. Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo i zapraszam na nowego bloga :)

      Usuń